Spółdzielnia nie zarobi
Treść
Spółdzielnia nie zarobi
Władze miejskie apelują do Spółdzielni Mieszkaniowej w Wadowicach, by ta umożliwiła swoim lokatorom realizację wniosków dotyczących ustanowienia odrębnej własności lokali mieszkalnych. Miasto gotowe jest udzielić bonifikat dla wszystkich, którzy będą chcieli uzyskać prawo własności do swoich lokali, a są zmuszeni wykupić grunt pod blokiem, w którym mieszkają. Grunty bowiem, na których stoją osiedla spółdzielcze w Wadowicach, należą do gminy.
W Urzędzie Miasta w Wadowicach doszło do dyskusji nad tym, jak pomóc lokatorom spółdzielczym sprawnie przeprowadzić "uwłaszczenie". Wywołali je sami lokatorzy, którzy - według słów rzecznika prasowego Stanisława Kotarby - zgłaszają się do burmistrza z prośbą o pomoc. Konsultacje trwają. Z kolei w Spółdzielni Mieszkaniowej trwa liczenie kosztów przekształceń własnościowych. Nieoficjalnie też mówi się, że jeśli w Wadowicach - dzięki cichemu wsparciu miasta - lokatorzy masowo będą starać się o przejęcie prawa własności do lokali spółdzielczych, to dotychczasowa rola spółdzielni straci sens.
W miniony czwartek burmistrz Ewa Filipiak wysłała pismo do Bożeny Łabuś, prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej w Wadowicach. Burmistrz zwraca się w nim z prośbą, aby prezes przystąpiła do realizacji wniosków członków spółdzielni dotyczących ustanowienia odrębnej własności lokali mieszkalnych. Burmistrz proponuje, by spółdzielnia wystąpiła z oficjalnym wnioskiem nabycia praw własności konkretnych działek, znajdujących się w dotychczasowym użytkowaniu wieczystym spółdzielni. Złożenie przez Zarząd SM konkretnego wniosku umożliwi Radzie Miasta i burmistrzowi wyrażenie zgody na nabycie praw własności i udzielenie bonifikaty na wykup działek. "Nasi radni w zdecydowanej większości opowiadają się za jak najszybszym uwłaszczeniem naszych spółdzielców, którzy dążą do uzyskania pełnych praw własności do swoich mieszkań. Uważamy, że powszechnie stosowane dotychczas tzw. spółdzielcze prawo własnościowe do lokalu, jako ograniczone prawo rzeczowe w związku z wejściem Polski do Unii Europejskiej staje się anachronizmem" - pisze pani burmistrz do prezes Bożeny Łabuś.
Co na to spółdzielnia? Na razie nic. Odpowiedzi jeszcze nie ma, za to jest wiele pytań. Władze miasta i władze spółdzielni różnią się bowiem w sposobie interpretacji przepisów i stanu faktycznego. Kilka tygodni temu w rozmowie z reporterem "Dziennika" wiceprezes spółdzielni Zbigniew Kleszcz protestował przeciwko używaniu pojęcia "uwłaszczenie" w odniesieniu do przejmowania lokali spółdzielczych przez wadowiczan. Jego zdaniem, lokatorzy posiadający tzw. własnościowe prawo do lokalu są jego faktycznymi właścicielami. Miasto jest innego zdania, taki tytuł do lokalu nazywają wprost - anachronizmem. Prawdą jest też, że w Spółdzielni Mieszkaniowej w Wadowicach nie ma stosów wniosków od lokatorów, którzy natychmiast chcą stać się właścicielami lokali. - Ludzie nie mają pieniędzy, a to przecież kosztuje - informują w spółdzielni.
Burmistrz Wadowic Ewa Filipiak, proponując prezesowi Spółdzielni Mieszkaniowej zrobienie dobrego interesu, zaznacza jednak, że jeśli chodzi o udzielenie bonifikat na wykup działek pod blokami, to zniżki w cenach zakupu gruntu powinny być uwzględnione przy sprzedaży działek już konkretnym lokatorom. Miasto chce więc, by spółdzielnia, jako strona w transakcji, była tylko pośrednikiem, który - stosując osławioną w Unii Europejskiej "zasadę pomocniczości" - nic na tym nie zarobi.
Marcin PŁaszczyca
Dziennik Polski
Autor: PG