Zagadkowa śmierć
Treść
Zagadkowa śmierć
Śledztwo po 3 latach
Prokuratura Rejonowa w Wadowicach wszczęła śledztwo w sprawie zagadkowej śmierci stolarza z jednego z zakładów w Kalwarii Zebrzydowskiej. Sprawa dotyczy wypadku sprzed trzech lat. Sekcja zwłok i ekspertyzy patomorfologicznej doprowadziły prokuraturę do podejrzenia, że młody mężczyzna z Bugaja zmarł, ponieważ został "napompowany" przez kolegę w zakładzie pracy przy użyciu kompresora.
Trwa śledztwo prokuratorskie w sprawie zagadkowej śmierci młodego mężczyzny z Bugaja, który pracował w zakładzie stolarskim w Kalwarii Zebrzydowskiej.
Na pierwszy trop dziwnej zagadki, jaką była śmierć całkiem zdrowego mężczyzny przed trzema laty, wpadł Zakład Patomorfologiczny Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Krakowie. Sekcja zwłok dokonana przez lekarzy sądowych wykazała, że przyczyną śmierci pracownika kalwaryjskiego zakładu było uszkodzenie jelita grubego. Zdaniem specjalisty patomorfologa z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że przyczyną takiego stanu rzeczy, była ingerencja zewnętrzna. Według tych przypuszczeń powodem śmierci mogło być włożenie końcówki kompresora do odbytnicy zmarłego i wpuszczenie do organizmu powietrza pod dużym ciśnieniem. Co więcej sekcja zwłok wykazała, że w chwili zgonu zmarły miał odmę puc, co zdaniem patomorfologa potwierdzałoby tezę ingerencji zewnętrznej przy pomocy kompresora.
Prokuratura przesłuchała już pierwszych świadków. Z relacji jednej z pracownic zakładu stolarskiego wynika, że w dniu śmierci młody mężczyzna ze swoim kolegą używali kompresora do czyszczenia ubrań. Koleżanka z pracy zeznała, że upominała ich, by nie bawili się kompresorem. Zmarły według jej zeznań wyglądał jak "napompowany". Po użyciu kompresora mężczyzna źle się czuł i został odwieziony przez kolegę do domu. Tam skarżył się matce na bóle w boku, nic nie jadł i z godziny na godzinę czuł się coraz gorzej. Na kilka godzin przed śmiercią przyznał się matce, że został "napompowany" w swoim zakładzie. Trafił do szpitala w Wadowicach, a następnie w Krakowie, ale stan jego był bardzo ciężki. Tego samego dnia zmarł.
Kolega, który uczestniczył w zabawie z kompresorem, nie potwierdza przypuszczeń i podejrzeń specjalistów oraz prokuratury. Przyznaje tylko, że kompresor służył im w zakładzie do czyszczenia ubrań i niczego więcej.
(MPA)
Dziennik Polski
Autor: PG